Trójkąt własnych obsesji

Miałem ostatnio okazję podzielić się swoim doświadczeniem w ramach Dwunastego Kroku w tym istotnym temacie jakim jest trójkąt własnych obsesji osoby uzależnionej. Zdarza mi się spotykać z pewnym żalem w głosie osób, które mówią, że Anonimowi Narkomani mają ubogą literaturę w sensie, że mało jest dostępnych pozycji do nabycia. Bardzo się cieszę, gdy ludzie czytają to co Wspólnota Anonimowych Narkomanów ma w swojej ofercie wszak jest bardzo dużo pozycji zaaprobowanych i wydanych w języku angielskim takich jak przewodnik do pracy na Tradycjach, bądź cała książka poświęcona tematowi Sponsorowania czy też nowe wydanie medytacji – „Zasady duchowej na każdy dzień” dla zdrowiejących uzależnionych. Korzystając z okazji wdzięczny jestem wszystkim służebnym, którzy spotkają się i pochylą nad wnioskiem, który napłynął do komitetu ds. tłumaczeń dotyczącego przetłumaczenia Tradycji Drugiej i być może korekty „świadomość grupy” na „sumienie grupy”. Spośród tych dostępnych pozycji literatury w języku polskim jest taka perełka jak: „Trójkąt własnych obsesji„. Oczywiście perełka w mojej ocenie, a dla kogoś innego może to być ulotka jak ulotka. Na pierwszą myśl wczytują mi się te słowa, które są jak buddyjski modlitewny kołowrotek – „kiedy nie zdrowieję to moja choroba jest aktywna”. Chodzi mi o czujność i świadomość względem mojej sprawczości tu i teraz. Chodzi mi o sprawczość na poziomie mojej osoby i najbliższego otoczenia, nie na poziomie globalnym czy światowym w postaci efektu motyla. Chodzi o sprawczość w postaci dobrej woli, czyli zaangażowania, że mam w kieszeniach zasady duchowe i wady charakteru, zawartość jednej kieszeni przybliża mnie do bycia godnym człowiekiem, a zawartość drugiej mnie tej godności pozbawia. Chodzi o dbanie o swoją reputację na podstawie tego, że ja wiem, czy jest adekwatna czy nie. Nie chodzi mi tutaj o popularność, a o dobrą relację z samym sobą, która przekłada się na relację z otaczającym mnie światem.

Wracając do tematu to moje życie odgrywa się w trzech wymiarach – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Choć ostatnio natrafiłem się na to, że rosyjscy naukowcy odkryli, jak można przenieść się łatwo w przyszłość – wystarczy zaczekać. Przeszłość już była i tutaj mogę zaparkować obsesyjnie w tym wymiarze mojego życia tzn. hodować urazę, żywić urazę, chować urazę, pielęgnować urazę – polski język jest tak bogaty opisowo, że myślę nie potrzebuję tego rozwijać. Samo słowo uraza ma wydźwięk taki krzywdzący dla mnie, ale zupełnie inny niż krzywda. Słownik języka polskiego podpowiada, że uraza to żal do kogoś z jakiegoś powodu. Czyż pierwsze nie nasuwa się to, że powód ten to niespełnione oczekiwania? Oczywiście chodzi to o moje nierealne oczekiwania względem tego, że świat powinien być taki jak ja uważam, że być powinien. Żywię urazę o to, że ktoś zachował się tak a nie inaczej, ponieważ jest to niezgodne z moimi wartościami, poglądami, zachciankami, a nie patrzę z perspektywy drugiego człowieka – czyli w sposób taki jaki uczy mnie Program Dwunastu Kroków – z empatią, zrozumieniem, akceptacją. Ta ostatnia wymieniona zasada duchowa to słowo klucz do wolności osobistej. Przykład? Przyjaciel to dla mnie członek rodziny z własnego wyboru, którego wybrałem, który wiem, że może zrobić dla mnie wszystko, ale akceptuję to, że może tego nie zrobić. Zobaczcie jak tutaj ten przykład jest bardzo skierowany na >mój< a cały myk polega na tym, kiedy spojrzę na >nas< w sposób jaki uczy mnie Wspólnota Anonimowych Narkomanów dzięki zasadzie anonimowości i jedności, czyli w taki, że ja zamieniam na my. Akceptacja tego, że w jaki sposób chcę kontrolować świat, skoro tak często nie potrafię kontrolować samego siebie? Akceptacja przynosi mega ulgę i pogodzenie się z przeszłością. Dziś z uśmiechem wracam do tych spraw, które spędzały mi nieraz sen z oczu. Nauczyłem się załatwiać sprawy na bieżąco bez chowania uraz na potem – a momentem, kiedy chowam urazy do plecaka jest niezaopiekowanie się złością w czasie teraźniejszym. Źle się idzie przez życie pełne złości, gniewu, pretensji. Człowiek wtedy idzie jak to zło – złość. A miło, kiedy człowiek idzie to miłość. Na początku zdrowienia, a wtedy jeszcze raczej w fazie abstynencji słyszałem, że życie można przejść lub przepełzać. Dziś wiem, że przez życie można iść miło. Zło, złość, złośliwość, zawiść, czy nawet zabijać.. czas jest czymś destruktywnym dla mojego człowieczeństwa. Złość odgradza mnie od ludzi, których tak bardzo potrzebuję. Żyjąc w złości i oddalając się od ludzi człowiek dziczeje – czyż stamtąd dopiero nie wracam? Z tej samotnej dzikiej wyspy zwanej czynne uzależnienie? Mój przyjaciel mówi, że uzależnieni są jak z kosmosu, tylko żeby wylądować na Ziemi najpierw lądują na księżycu. Program Dwunastu Kroków uczy mnie postaw życiowych, które sprawiają, że czuję spokój, jest miło, sympatycznie, pogodnie i sprawia to, że chcę w tym trwać. Czarnymi chmurami, które nieraz zasłaniają mi to wspomniane pogodne tu i teraz są chmury lękowe. Zjawisko, które przypomina mi o tym, że jestem tylko człowiekiem, który obdarzony jest w emocje, inteligencję, pamięć, wiedzę, doświadczenie a i tak się potrafię bać tego co wykluję mi się w myślach. Lęk, który oplata te moje wizje o tym, że cały świat jest mój i czuję, że wpadam w ruchome piaski, ponieważ mogę stracić. Jedyną pewną w życiu są zmiany, a czy nie jest wygodnie siedzieć nawet w tym swoim bałaganie, który nie jest elegancki, ale za to jest mi znany?

„ja uczący się odpuszczać”

Odpowiedzią na lęk winna być wiara, że jakkolwiek będzie – będzie dobrze. „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną„. Tak ważnym jest żywienie nadziei z Kroku Drugiego i przekuwanie tego w wiarę z Kroku Trzeciego, by z odwagą Kroku Czwartego zaakceptować siebie z Kroku Piątego. Zmienia się wtedy całkowicie optyka otaczającego mnie świata. Kroki: Szósty i Siódmy przybliżają mnie do otaczających mnie ludzi i tam też zdałem sobie sprawę z tego, że każdy ma swoje lęki. Ze zmianami zawsze idą lęki, że to czym się różni tchórz od bohatera to tylko tym, że ten drugi znalazł sposób by ten lęk przezwyciężyć.

Obecnie czytam: Polskie morderczynie – Katarzyna Bonda

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *