NA, dlaczego wciąż tu przychodzę, jestem?

Cześć, mam na imię Marcin, jestem uzależniony. Chciałbym się podzielić z wami doświadczeniem na temat: „Dlaczego wciąż tu przychodzę, jestem?

Do Wspólnoty trafiłem około 17 lat temu, kiedy zaleceniem terapeutów po skończonym ośrodku długoterminowym miałem znaleźć sobie grupę wsparcia. Jednak mój pierwszy miting nie należał do tych, które oczarowały mnie od „pierwszego wejrzenia”. Może zabrakło mi gotowości, a może forma tego mitingu nie odpowiadała mi na tamtą chwilę.

Kiedy postanowiłem nie wracać wtedy na miting, podjąłem decyzję o wzięciu odpowiedzialności za swoją chorobę i swoje zdrowie – nie łącząc się ze Wspólnotą NA. Od tamtej pory po upływie około trzech i pół może czterech lat, kiedy każdego dnia, tygodnia i miesiąca odsuwałam się od zasad, których miałem się trzymać doprowadziłem do nawrotu choroby i zażywania. Powrót był brutalną lekcją rzeczywistości, zero komfortu, zero fanu. Absolutny brak tego za czym tęskniłem wracając myślami do używek. Za to było cierpienie, rozczarowanie, wstyd i poczucie winy. Codziennie większe i nieustępliwe. Usłyszałem kiedyś, że „myślenie o powrocie do zażywania” jest o wiele lepszą pozycją niż „ćpanie i myślenie o zaprzestaniu”. Doświadczyłem nie polecam.

Nadszedł w końcu taki czas, w którym byłem postawiony pod ścianą i na tyle zdesperowany, że zdecydowałem po raz kolejny poszukać pomocy i spróbować zmienić swoje autodestrukcyjne życie. Trafiłem wtedy po raz drugi do Anonimowych Narkomanów, gdzie pomimo lęku i braku wiary zadziało się coś, co pamiętam do dzisiaj. Zostałem przyjęty w sposób empatyczny, życzliwy, gościnny, to mnie zatrzymało. Zacząłem wracać na kolejne spotkania NA. Od tamtej pory minęło prawie 11 lat jak jestem nieoderwanie połączony bardzo silną więzią ze Wspólnotą, a zwłaszcza moją grupą domową. Jest to dla mnie miejsce, w którym pierwszy raz w życiu w tak mocny sposób poczułem się bezpieczny, akceptowalny, potrzebny i mile widziany. Poczułem, że jest to moje miejsce. Przez te wszystkie lata w procesie zdrowienia pracując na programie Dwunastu Kroków NA, działając w służbach bezinteresownie na rzecz innych uzależnionych, Sponsorując, będąc Sponsorowanym, rozwinąłem bardzo wiele cennych umiejętności społecznych oraz wartościowych relacji z ludźmi. Ci ludzie dzisiaj są moimi przyjaciółmi.

Dzisiaj dla mnie miting nie jest tylko i wyłącznie narzędziem zdrowienia. Jest też okazją do spotkania się ze znajomymi, nie tylko w moim mieście, ale w wielu miejscach w Polsce. Oczywiście nie jest to forma towarzyska w moim wydaniu, ale najnormalniej w świecie czy to martwiąc się, czy mając chęć zobaczenia wielu z nich wiem, gdzie mogę ich spotkać. Wiem, gdzie mogę zatrzymać myśli. Gdzie mogę powiedzieć prawdę o sobie. Gdzie mogę usłyszeć odpowiedzi na pytania, których sam sobie nie chcę zadać. Gdzie poczuje się bezpiecznie. Gdzie będę szanowany. Gdzie mogę pościągać wszystkie swoje maski. Czy to miting, czy NA w jakiejkolwiek formie jest dla mnie ciągle sferą, w której mogę realizować się jako człowiek, który ma prawo do popełniania błędów i nie zostanie za to ukarany, oceniony, czy napiętnowany. Rozwijam swoje mocne strony i zauważam, gdzie jest jeszcze coś do poprawy, cały czas się uczę.

W naszym Programie dochodzimy pod koniec do Kroku Dwunastego, który zobowiązuje nas w pewien sposób do niesienia posłania innym uzależnionym, którzy wciąż cierpią. Nie czuję się zobowiązany jest to dla mnie czysta przyjemność. Naprawdę z wielką pokorą staram się dzielić swoim doświadczeniem, gdyż wiem jak dużo dostałem we Wspólnocie. Nie wchodząc w szczegóły, wiem, że każda terapia się kiedyś kończy, a moja choroba się nie zatrzymuje. Więc wracając na mitingi pomimo upływających lat, robię to dla siebie, ale robię to też dla innych. Nie bez powodu w wielu miejscach w naszej literaturze jest napisane, że możemy zachować to, co mamy jedynie poprzez dzielenie się tym z innymi. Słyszałem też wielokrotnie od oldtimerów, którzy byli dla mnie swego rodzaju przykładem „przynieś tyłek – głowa sama przyjdzie”. Wielokrotnie przewijały się też wypowiedziach ludzi, których spotykam, że Wspólnota jest dla nich drugą rodziną. Bardzo mocno się z tym identyfikuję. Relacje, które się zawiązały i o które staram się dbać, podtrzymują mnie bardzo często na duchu, pomagając mi przetrwać życie takim jaki jest. A bywa różnie. Czasami to seria sukcesów, a często pasmo porażek (chociaż wolę nazywać to doświadczeniami). Znajomości i umiejętności zbudowane na zasadach duchowych w oparciu bardzo często o Tradycje NA są po prostu elementem mojego życia.

Bywały okresy w moim powrocie do zdrowia, kiedy nie było lekko,  kiedy najnormalniej w świecie odsuwałem się w jakiś sposób i z jakiś powodów od Wspólnoty. Jednak nie jest to w moim przypadku (poza pierwszym razem) na tyle długo, żeby mi to zagrażało, ponieważ mam już to doświadczenie, że Wspólnota beze mnie sobie poradzi, ale ja bez ludzi, służb, Programu i mityngów mogę już sobie nie poradzić. Bardzo często pod koniec mitingu można usłyszeć słowa: „Wracajcie to działa”, albo „To działa, kiedy my działamy”.

Do działania potrzebna jest obecność, dlatego jestem, wracam.

Pogody ducha, wracajcie i działajcie TO DZIAŁA.

Pozdrawiam Marcin, zdrowiejący uzależniony.

2 odpowiedzi na „NA, dlaczego wciąż tu przychodzę, jestem?”

  1. Awatar Tocik narkoman
    Tocik narkoman

    Dziękuję za doświadczenie i że jestes cieszę się że cie poznałem

  2. […] Bartosz, Lech, Wiktoria, Katarzyna, Łukasz, Piotr, Krzysztof, Gaba, Hania, Kuba, Dawid, Asia, Marcin, Michał, Kasia i wierzę, że nikogo nie pominąłem spośród Was, którzy podzieliliście się […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *