Nadzieja i droga do Nar-Anon

Chciałam Ci opowiedzieć, jak wyglądała moja droga do Nar-Anon (ogólnoświatowej Wspólnoty dla tych, którzy dotknięci są uzależnieniem bliskiej osoby).

Zacznę od tego kim jestem. Jestem mamą 11 letniej córki i żoną uzależnionego. Moja droga do Nar-Anon jednak zaczęła się dużo wcześniej. Pochodzę z domu, gdzie mama jest dorosłym dzieckiem alkoholika (DDA) tak samo jak mój tata jest DDA. Tak się stało, że tata również ma skłonności alkoholowe. Odkąd pamiętam było to picie okazjonalne, uroczystości rodzinne, a z czasem zamieniło się to na co wieczorne picie piwa, i tak zostało do dzisiaj. Rodzice dbali o to, aby mnie i mojemu rodzeństwu niczego nie brakowało, starali się dbać o nas tak jak potrafili jednak emocjonalnie byli zupełnie nieobecni. Zdarzało się, że tata pod wpływem alkoholu wszczynał awantury z mamą. Jako dziecko czułam się już odpowiedzialna za nastrój mojej mamy i taty. Często starałam się łagodzić napiętą atmosferę w domu. Przyjęłam w domu rolę maskotki. Starałam się nie sprawiać dużych problemów jak również być powodem do dumy dla mojej mamy, która widziała mnie szczególnie wtedy kiedy mogła się mną pochwalić. Dom rodzinny odegrał ogromną rolę w moim dorosłym życiu. To w domu nabyłam mechanizmy, które były uśpione aż do momentu zapoznania się z moim mężem. Dziś już wiem, że są to mechanizmy współuzależnienia.

Jako dorosła już osoba miałam trudność z pozostawieniem rodziców samych w domu. Mając 20 lat wyjechałam do Londynu, tam jednak nie potrafiłam cieszyć się swoim życiem, tęskniłam i po pół roku wróciłam do rodziców. Czułam się jak małe dziecko w skórze dorosłej kobiety. Jako najmłodsze dziecko, często wszystkie decyzje były podejmowane za mnie lub moje zdanie bywało lekceważone, nie czułam się zdolna do podejmowania odpowiedzialnych decyzji, byłam za bardzo nad ufna i naiwna. 

Tak więc kiedy poznałam przyszłego męża nie miałam pojęcia, że osoba którą poznałam jest zapalnikiem do mojego współuzależnienia. Przez pierwsze trzy miesiące znajomości sądziłam, że ten mój chłopak to wprost idealny kandydat. Przede wszystkim uchodził za abstynenta, a to było dla mnie bardzo atrakcyjne, mając na uwadze związek moich rodziców. Mogłam na nim polegać, tylko że nie wiedziałam, że kiedy nie pije to zażywa narkotyki. W mojej „bajce” to było coś co nie mieściło się w scenariuszu. Nie znałam objawów zażywania, więc też tego w ogóle nie brałam pod uwagę. Żyłam jak w bańce. Kiedy jednak nie dało się dłużej tego ukrywać i poznałam prawdę, nie potrafiłam zrezygnować z tego związku. Widziałam, że słuszne jest to aby się rozstać ale moje mechanizmy już na to nie mogły pozwolić. Zdecydowałam się, że zostanę i pomogę uratować uzależnionego od destrukcyjnego nałogu. Związek był burzliwy, co tylko sprawiało, że ja stawałam się coraz bardziej uwikłana i uzależniona od pomagania uzależnionemu. Dość szybko podjęliśmy decyzję o ślubie a w między czasie pojawiła się ciąża. 

Tak też w 2012 wzięliśmy ślub i od tego czasu nie było już lepiej ale tylko gorzej. Uzależnienie postępowało, narkotyki zamienione na alkohol, alkohol na narkotyki. Małżeństwo stało się przekleństwem. Stałam się nerwowa, nieobecna, uległa i zaborcza, kontrolująca, manipulująca, w poczuciu chronicznego niezadowolenia. Po 5 latach wspólnego życia po okresach miodowych oraz totalnej beznadziei, zdecydowałam, że muszę odejść aby nie wejść w jeszcze bardziej destrukcyjne zachowania. Wielką motywacją była moja córka, dla której nie chciałam takiego domu, gdzie są awantury, brak miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa. Uważam, że dzień kiedy podjęłam decyzję o odejściu, pomimo wielu obaw był dniem w którym nie mogło być już odwrotu. Mogło być tylko gorzej ale na pewno już nie lepiej. Wszystko co uważałam, że mogę zrobić aby ratować związek to już zrobiłam. Jednak to był początek tego co jednak mogłam zrobić aby ta rodzina mogła być tu, gdzie jest ona dzisiaj. Wstąpiłam do Wspólnoty Dwunastokrokowej Nar-Anon. Wiedziałam, że sama sobie już nie poradzę. To we Wspólnocie nauczyłam się co to oznacza nie dawanie komfortu uzależnionemu do dalszego zażywania. Dowiedziałam się co to jest uzależnienie, dlaczego moje zachowanie było takie, co doprowadziło mnie do miejsca w którym się znalazłam, a przede wszystkim dowiedziałam się, że moje życie nie musi dłużej tak wyglądać. We Wspólnocie poznałam osoby, które miały lub mają podobne historie do mnie. Zaczęłam regularnie uczęszczać na mitingi, z biegiem czasu zaczęłam brać Służby na mitingach, które dawały mi poczucie przynależności, odpowiedzialności oraz pozwalały uwierzyć w siebie. We Wspólnocie znalazłam Sponsorkę, która przeprowadziła mnie przez program Dwunastu Kroków Nar-Anon. Sponsorka była dla mnie osobą, która żyła tak jak ja chciałabym żyć, ciesząc się życiem, uwalniając mojego uzależnionego z miłością. Moja sponsorka to osoba, od której kiedyś usłyszałam, będę Cię dotąd kochać dopóki sama nie pokochasz siebie wystarczająco mocno. Jestem jej wdzięczna za to, że uwierzyła we mnie i dała mi swój czas oraz doświadczenie. 

Widziałam w niej to co ja chciałabym dać sobie i moim bliskim. Miłość, ciepło, pokorę, wrażliwość, uważność, akceptację, zrozumienie, wsparcie, uczciwość, zaufanie. 

Program rozpoczyna Krok pierwszy.

Jest to Krok uznania bezsilności wobec choroby uzależnionego, nie ja spowodowałam tą chorobę ani też nie mogę jej w żaden sposób wyleczyć lub kontrolować. Tu w Kroku Pierwszym zaczynałam poznawać siebie ale też i moją odpowiedzialność za mnie samą, oddając to co należy do uzależnionego, czyli jego życie i jego wybory. 

Osiem miesięcy temu zakończyłam pisać Program Nar-Anon. Moja Sponsorka towarzyszyła mi przez Dwanaście Kroków, które raz szybciej a raz wolniej próbowałam wdrażać w życie. Dzisiaj moja Sponsorka to moja przyjaciółka, zbudowałam z nią relację, która jest inna niż znałam. Mam do niej zaufanie ponieważ wierzę, że jestem dla niej ważna tak jak ona jest ważna dla mnie. 

Podsumowując, po 4 latach nie mieszkania z mężem to dzisiaj mija 2 lata odkąd znów jesteśmy razem. Tworzymy związek i rodzinę, która na dzień dzisiejszy jest wolna od używania. Ja odnalazłam siebie i moja drogę w Nar-Anon, mój mąż jest członkiem NA i ma swojego Sponsora. Tworzymy relacje, która nie miałaby miejsca gdyby nie Wspólnota, a przede wszystkim, gdyby nie Siła Wyższa, która jest kochająca i nieustannie się nami opiekuje, nie zawsze tak jakbym ja tego oczekiwała ale wiem, że Ona ma plan a ja mam zamiar się go trzymać. 

Zakończę moją wypowiedź słowami, które dają nadzieję: 

„Wracaj! To działa, jeśli Ty działasz.
Nie działa, jeśli nie działasz.
Więc – Wracaj bo jesteś tego WART” 

Sylwia, wdzięczny członek Nar-Anon.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *